Wywiad z Jesúsem Álvarezem, autorem gry Moja! (Część I)

Już kilkakrotnie mówiliśmy o jednym z naszych wielkich sukcesów: Moja! Powiedzieliśmy, że to doskonała gra do nauki matematyki przez zabawę, a także że można w nią grać samemu. Prócz tego wspomnieliśmy też, że idealnie się spełnia jako gra planszowa. Krótko mówiąc, świetna gra.

Jeszcze nie powiedzieliśmy nic jednak o jej autorze, Jesusie Álvarezie. I musimy temu zaradzić. Dzisiaj więc poznamy trochę projektanta gry z Ctrlaltcreative. Jeśli chcecie dowiedzieć się, czy naprawdę lubi matematykę i poznać inne ciekawostki, czytajcie dalej.

Jaka była pierwsza gra, w którą grałeś i kiedy? Nie mówię tu o klasykach.

Jako gracz zaczynałem późno i pomijając takie gry jak Monopol czy Risk, to pierwszą grą byłoby UNO.

Co sprawiło, że zdecydowałeś się stworzyć swoją pierwszą grę planszową i kiedy to się stało?

Zawsze lubiłem grać w gry wideo i od czasów komputera Spectrum do konsoli PS4 robiłem to prawie non-stop i bardzo mi się podobało, ale przyszła taka chwila w 2015 roku, w której zdałem sobie sprawę, że jestem przesycony grami wideo, a do tego doszedł problem zdrowotny, który wpłynął na moją działalność muzyczną. I w tamtej chwili pomyślałem o stworzeniu gry planszowej do osobistej rozrywki, która wypełni twórczą pustkę w mojej muzycznej przeszłości.

Taki był początek Assassin’s Club – gra na początku miała tryb tylko dla jednego gracza, ale potrzeba spowodowała, że gra została opracowana dla 2 graczy. Zaryzykowałem z Kickstarterem i kampania trwała dalej i tak do tej pory. Muszę przyznać, że istnieją gry wideo, które wciąż mnie pochłaniają, chociaż nie poświęcam im tak wiele czasu, jak kiedyś.

Rzeczywiście, jak powiedziałeś, czasami tworzysz gry dla jednej osoby. Nie wszystkie gry takie są i wiele osób to docenia. Czy tworzenie takiej gry planszowej dla jednej osoby wygląda inaczej? Jakimi zasadami się kierujesz przy tworzeniu?

Jako typowy gracz w gry wideo, lubię to, że do dobrej zabawy nie potrzebuję niczego ani nikogo więcej niż sama gra. I to praktycznie prowadzi mnie do stworzenia gry, w której mogę się bawić, czerpać radość i rozwijać sam, czyli gry dla jednego gracza i od tego punktu zaczyna się zmiana – grając niezliczoną liczbę razy, mogę ją dopracowywać zanim położę ją na stole i przetestuję.

I chociaż nie zawsze mi się udaje, ponieważ dla niektórych pomysłów konieczna jest obecność wielu graczy, a wymyślenie wersji dla jednego gracza jest prawdziwym wyzwaniem i zostawiam to na sam koniec.

Samo opracowanie trybu gry w pojedynkę to świetna zabawa i prawdziwe wyzwanie – wcale nie niemożliwe. Jednak mam kilka gier w fazie opracowania, w których może zrezygnuję z trybu gry dla jednego gracza, ponieważ ich celem jest zaangażowanie kilku osób.

W oparciu o moje doświadczenie zawsze twierdziłem, że tryb 1 gracza w grach planszowych jest punktem wyjścia dla wielu graczy ze świata konsol wideo.

Oczywiście jest to coś do rozważenia i wiemy, że projektowanie jest pracochłonne. Ale którą grę dopracowywałeś najdłużej?

Bez wątpienia „Airliner”, ponieważ jest to gra, której ze względu na swoją dynamikę, elementy, a przede wszystkim czas trwania nie poświęcam wystarczająco dużo czasu na testowanie, nie tyle, ile powinienem.

Wynika to z zaangażowania w pomysły na inne gry/prototypy, których opracowanie pochłania mnie znacznie mniej, a które dają natychmiastową satysfakcję. Ale nie porzuciłem jej zupełnie i czasami wyjmuję ją na stół w towarzystwie przyjaciół i testujemy, ale mam wobec niej jeszcze oczekiwania.

A teraz, jak opisałbyś siebie jako autora gier planszowych? 

Cóż, nie ryzykując zbyt wiele, określiłbym siebie jako późnego, spokojnego i kreatywnego autora gier.

A jak się czuje osoba spokojna , gdy prezentuje swoją grę na konwencie?

Myślę, że ogólnie mówiąc, wszyscy uważamy konwenty za prawdziwe wyzwanie, gdy pokazujemy nową grę, ponieważ wychodzi się ze strefy komfortu, ponieważ to gracze, z którymi nigdy się nie spotkaliśmy, decydują się zagrać w twoją grę i wyrazić opinię. Podczas prezentowania gier na konwentach zawsze przychodzą do głowy dobre pomysły.

Osobiście zgadzam się z tym, co zostało już powiedziane, ale dodałbym jeszcze do tego aspekt imprezowy, ponieważ spotykam się z innymi autorami, z którymi raczej na co dzień się nie stykam, a fajnie jest ich spotkać i przywitać się. Są ludzie, których naprawdę cenię w świecie gier planszowych.

II część wywiadu już jutro.